|
Tym artykułem rozpoczynamy nowy cykl w naszej czytelni pt. PODRÓŻNICY. Będziemy przedstawiać sylwetki podróżników, czasem tych mniej znanych, którzy podróżując nieśli światu jakieś przesłanie, wypełniali misję i ispirowali innych. O "Rosie, która obeszła świat" napisał Michał Lachowicz.
„Rosie, która obeszła świat”
Ktoś powiedział kiedyś, że im więcej podróżników tym więcej pomysłów. Zawsze fascynowali mnie ludzie, którzy potrafili rzucić wszystko i robić rzeczy, które zwykłym śmiertelnikom wydają się szalone czy zbyt porywcze. Zastanawiało mnie, co takiego musi się wydarzyć w życiu człowieka, że nakłada plecak bądź chwyta żagle w wiatr i wyrusza po przygodę. Dlatego tak często zagłębiam się w ich biografie…
Rosie Swale Pope, Walijkę urodzoną w szwajcarskim Davos od zawsze ciągnęło w świat. Pływała samotnie po Atlantyku, wraz z pierwszym mężem wyruszyła w rejs dookoła świata, przemierzyła Chile na koniu i odbyła wiele innych podróży nie wiedząc jeszcze, że czeka ją ta jedna. Dookoła świata…
Clive tak jak Rosie kochał podróże. Razem z nią zwiedził całkiem duży kawałek globu. Kiedy przebiegła maraton na Saharze, nakręcił o tym film. Poznali się w 1982 r. Rosie właśnie przygotowywała się do samotnej wyprawy przez Atlantyk. Po jej powrocie stanęli na ślubnym kobiercu i żyli w szczęściu wiele wspaniałych lat. Nagle jednak ten czas się skończył. Clive zachorował na raka.
„Nasz świat wywrócił się do góry nogami. Przeżyliśmy coś takiego, co przydarza się milionom ludzi. Dla nas była to zupełnie nowa sytuacja, całkowicie druzgocąca, przed którą nikt nas nie ostrzegł. Wszystko wydawało się takie nieprawdopodobne”
Na początku organizm Clive’a dobrze reagował na leczenie, ale z czasem jego stan zaczął się pogarszać. Nikt nie mógł się z tym pogodzić. Pełen życia mężczyzna planował kolejne podróże, miał mnóstwo pomysłów i nagle taka druzgocąca diagnoza zwaliła z nóg całą rodzinę.
Rosie pisała o nim tak:
„Zawsze był w świetnej formie, pełen radości życia. Miał pełne blasku, niebieskie oczy i mądrą, zawsze uśmiechniętą twarz. Można było przystanąć i rozpocząć z nim krótką pogawędkę, po czym dyskutować przez kilka godzin.”
Dwunastego czerwca 2002 roku Clive zmarł. Rosie całą noc kurczowo trzymała się męża. Przed śmiercią mężczyzna napisał:
„Chcę być żeglarzem, włóczyć się daleko po szerokich oceanach. Chcę dosiąść wielbłąda, słonia…[…] Chcę odwiedzić Indie, zobaczyć Taj Mahal, a potem zdobyć szczyty Europy”
Spoglądając na wiszącą na ścianie szpitalnego pokoju mapę Rosie poczuła jak przebiega przez nią lekki dreszcz. Może z buntu i niezgody przeciwko śmierci postanowiła wyjść jej naprzód. Jak powiedziała w jednym z wywiadów nie potrafiłaby zostać w domu i spokojnie pracować w ogródku doglądając warzyw i pieląc grządki. Spojrzała jeszcze raz w stronę mapy i wtedy postanowiła, że wyruszy w podróż dookoła świata. Czuła, że musi zrobić dla Cliva i innych ludzi coś wielkiego, szalonego. Coś, co jest jednocześnie tak niebezpieczne, że nie mieści się w głowie normalnego człowieka. Zaczęła przygotowania do tego by pieszo, trasą północną obejść świat. Na początek codzienne bieganie wokół domu, ćwiczenia, ciągłe przygotowania. Po jakimś czasie pełna niesłabnącego zapału Rosie spakowała plecak, pożegnała się z rodziną i stawiając pierwszy krok na progu domu w Tenby, którego kontur odrysował jej syn James wyruszyła.
„Dziwnie jest wbiegać na pobliskie wzgórza, widzieć piękno i wspaniałość morza, klify, ścieżki wzdłuż wybrzeża, którymi wiele razy biegałam z przyjaciółmi w czasie sztormowej pogody[…] Uważnie przyglądam się wszystkiemu wokół. Wiem, że to ostatnie spojrzenie na co najmniej kilka lat.”
Rosie przemierzyła 12 krajów, zajęło jej to 5 lat. Wyruszyła z Tenby. Potem obrała kierunek na Holandię i Niemcy. Zimą trafiła do Polski gdzie odwiedziła Budry-miejscowość znajdującą się niedaleko Węgorzewa, w którym mieszkam. Spała w przydrożnych lasach i u napotkanych ludzi. Korzystała z gościnności wielu życzliwych ludzi napotkanych po drodze. Przede wszystkim podróżniczka wyruszyła jednak po to, żeby przypomnieć ludziom o konieczności wykonywania badań lekarskich i profilaktyce wczesnego wykrywania raka. Dzięki dobrej woli ludzi wspierających jej wyprawę uzbierała ponad 250.000 $, które ofiarowała wiosce dziecięcej z Kiteżu. Zimą dotarła na Alaskę, gdzie nabawiła się odmrożeń idąc przez skutą lodem rzekę Jukon. Wytrzymała ogromne minusowe temperatury, spała przy drodze, słuchając w nocy wyjących wilków i patrząc w księżyc. W czasie wyprawy zużyła 45 par butów i odrzuciła 29 propozycji małżeńskich.
Ostatkami sił o kulach i z nadwyrężoną poważnie nogą pokonując wbrew zaleceniom lekarzy ostatnie kilometry pod koniec sierpnia 2008 roku dotarła do Tenby. W mieście czekały na nią tłumy przyjaciół. Wszyscy wiwatowali i skandowali. Na sam koniec Rosie powiedziała:
„Tę podróż dedykuję wszystkim ludziom na świecie. Wróciłam do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Gdybym po śmierci Clive’a zwyczajnie się poddała i pieliła grządki w ogródku, nic wielkiego by się nie stało, ale nie dokonałabym czegoś ważnego. Wyprawa zajęła mi wprawdzie kilka lat, ale być może zwróciłam uwagę na bardzo ważną sprawę, która uratuje, chociaż kilku ludzi. Czuję, że spełniłam misję.”
Michał Lachowicz

|