|
SLOW TRAVEL to modny już od kilku lat trend.
W naszych "zabieganych" czasach potrzebujemy trochę wytchnienia i zwolnienia tempa. Powstało więc kilka ruchów- tak zwanych SLOW. Wszystko zaczęło się od slow food - czyli niezgody na fast food, a potem przyszły kolejne, między innymi właśnie slow travel.
Każdy na pewno wie, bo nie trudno się przecież domyślić, jaka jest idea tego ruchu. Chodzi przede wszystkim o to, by pobyć dłużej w jednym miejscu i spróbować je poznać. Najlepiej zatrzymywać się w małych rodzinnych pensjonatach lub na kwaterach prywatnych, w gospodarstwach agroturystycznych i jechać na własną rękę… Ile czasu na to potrzeba? Podobno, co najmniej tydzień.
Slow travel podoba mi się bardzo. Wyobrażam je sobie, jako miłe, powolne zwiedzanie, delektowanie się miejscem, dostrzeganie szczegółów… Chcielibyście tak? Bez pośpiechu, spokojnie, napawać się urokiem okolicy, smakować dzień powszedni, robić zakupy w lokalnych sklepikach, wysłuchać opowieści napotkanych ludzi , posiedzieć w słońcu, na ławce przed domem z jakąś staruszką, mieć na to czas i szukać tego, co was szczególnie interesuje? Choćby tylko przez tydzień. Chcielibyście?
Slow travel preferuje raczej małe miasteczka i spokojne wioski. Jest w tym sens, ale moim zdaniem w naszym powolnym zwiedzaniu wcale nie musimy rezygnować z dużych miast i największych atrakcji. W pobliżu popularnego zabytku, w słynnym muzeum, też przecież można zwolnić, usiąść, popatrzeć… To zależy tylko od nas, czy poddamy się pędzącemu tłumowi i będziemy bez opamiętania pstrykać zdjęcia, czy pospacerujemy sobie, zauważymy jakiś piękny detal, fragment architektury, zamyślimy się nad czymś…
Zastanawiam się ile osób tak podróżuje? Na własna rękę, pomalutku i z uwagą. Ile? Garstka, połowa, całe mnóstwo? Może jednak większość woli wycieczki zorganizowane z przewodnikiem z dużą grupą ludzi. Wtedy o nic się nie martwią, wszystko podane, jak na tacy. Tak może być wygodnie i łatwo. Też można to lubić.
A Wy? Jakimi jesteście podróżnikami? |