• Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
  • Kufer Podróżnika
Polish English French German Russian Spanish

Wyszukiwarka produktów

Waluta

Zmień walutę.

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Zapomniałeś nazwy użytkownika?
Nie masz jeszcze konta? Rejestracja

Newsletter

Najnowsze informacje ze sklepu Kufer Podróżnika w Twojej skrzynce pocztowej.


Imię:

Email:

Linki

Twój Koszyk

Pokaż koszyk
Twój koszyk jest pusty.
Strona główna Strona główna ...... O nas O nas ...... Regulamin Regulamin ...... Pomoc Pomoc ...... Czytelnia Czytelnia ...... Galeria zdjęć Galeria zdjęć ...... Kontakt Kontakt
TA PROHM - W MOCNYM UŚCISKU Email
czwartek, 05 sierpnia 2010 15:25

 

Świątynia Ta Prohm pochodzi z XIII wieku. Została wybudowana przez tego samego władcę, co Bajon na cześć jego matki. Było to sanktuarium i jednocześnie klasztor.  Mieszkało tam około 5 tysięcy ludzi, w tym kapłani, ich asysteńci , tancerki. Na ich utrzymanie pracowali mieszkańcy pobliskiego miasta i okolicznych wiosek. W jego skarbcu przechowywano ponoć tony srebra, diamenty i inne drogocenne kamienie. Klasztor tętnił życiem, dzisiaj tkwi w objęciach tropikalnego lasu.  

To jedyna świątynia w całym kompleksie, którą pozostawiono tak, jak ją odnaleziono. Nie była odnawiana, ani za wszelką cenę wyrywana dżungli.

Pięknie i zarazem smutno wyglądają omszałe kamienie, porośnięte bluszczem resztki korytarzy i wieże oplecione korzeniami figowca bengalskiego i drzewa kapokowego. Co zniszczyła siła przyrody, to zniszczyła, ale teraz korzenie te podtrzymują to, co pozostało i usunięcie ich spowodowałoby całkowite zawalenie się świątyni. Tak więc będzie ona trwała w ich mocnym uścisku przez kolejne dziesiątki, a może i setki lat.

Śliczna sceneria, fotogeniczne miejsce i pobudzające wyobraźnię, ale niestety zawsze pełne turystów. Trudno trafić tu na moment, by choć przez chwilę pobyć sam na sam z magią tych murów. Trudno tu o ciszę i spokój, które pozwoliłyby na kontemplację uroku zabytkowych budowli.

No cóż, do Angkoru trzeba jechać, jak najszybciej, bo za kilka lat, to już nie będzie to samo miejsce. Turyści je najzwyczajniej zadepczą i straci swoją niesamowitą atmosferę.

Jeszcze dwa lata temu, gdy każdego dnia wędrowało po kompleksie około 4 tysiące ludzi, można było znaleźć puste i ciche świątynie, szczególnie w południe, gdy autokary wywoziły japońskich turystów na obiad do hoteli. W Angkorze pozostawali nieliczni. Moim zdaniem jeszcze wtedy nie było zastraszającej komercji na wielką skalę. Budki z pamiątkami i stoiska z napojami znajdowały się w pewnym oddaleniu od zabytków, nie zasłaniały ich i nie szpeciły krajobrazu.

Teraz Angkor znowu rozkwita, przeżywa swoje odrodzenie i istnieje ryzyko, że tak, jak kiedyś wtargnął tu las, tak teraz wtargną tłumy ludzi i komercja.

Dziesięć lat temu odwiedzało go 8 tysięcy turystów rocznie, w tym roku władze spodziewają się 8 tysięcy turystów dziennie. Niemożliwe? Dlaczego nie? Przecież będą kupować bilety, bedą płacić za wszystko i będą sobie chodzić wszyscy razem, całymi tabunami po kamiennych schodach i świątynnych korytarzach, aż te rozlecą się całkowicie...To może zbyt pesymistyczny scenariusz i miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie i zabytek, który przetrwał inwazję dżungli, Czerwonych Kmerów, a także grabieżców dzieł sztuki nie ulegnie ludziom.

 


 

 
Opublikuj na Facebook
 
© Copyright 2010
Kufer Podróżnika
ul. Klimeckiego 14
30-705 KrakĂłw
Projekt i wykonanie: zalecki www design Maroko Spa